Żoliborz 1939: A jednak wojna!

1 września 80 lat temu pierwsze niemieckie bomby spadły na Warszawę. Rozwój sytuacji na frontach, po porażkach w bitwie granicznej, zmusił polskie naczelne władze wojskowe do podjęcia natychmiastowej decyzji tworzenia improwizowanych pozycji obronnych w głębi kraju.

Z powodu szczupłości sił główną linię obrony Warszawy postanowiono oprzeć na skraju zwartej zabudowy miasta, zaś całą posiadaną artylerię zdecydowano użyć do obrony przeciwpancernej (ppanc.). Gen. Walerian Czuma otrzymał nominację na dowódcę obrony Warszawy. Początkowo dysponował jedynie skromnymi siłami garnizonu miejskiego, jednak szybko zgromadził dość znaczne siły złożone z rozbitych jednostek cofających się na Warszawę, między innymi po bitwie nad Bzurą. 8 września dowództwo całości Armii Warszawa objął gen. Juliusz Rómmel. Marszałek Śmigły-Rydz skierował do gen Rómmla list, w którym nakreślił jego zadania: „Panie Generale! Pan obejmie dowództwo Warszawy, w której trzeba się bronić, jak długo starczy amunicji i żywności, aby jak najwięcej sił nieprzyjaciela ściągnąć na Warszawę”. Ewakuowano władze centralne, administracyjne, korpus dyplomatyczny, policję, a także niektóre oddziały straży pożarnej. Z 6 na 7 września Kwaterę Główną w Warszawie opuścił Naczelny Wódz, marszałek Śmigły-Rydz.

Z 6 na 7 września miał też miejsce fatalny w skutkach apel pułkownika Romana Umiastowskiego wzywającego mężczyzn do wyjścia z miasta. W kierunku Lublina udali się wtedy tacy działacze WSM, jak Tołwiński, Szwalbe, Bierut. (W ósmym dniu wojny odbyło się posiedzenie Zarządu WSM już wyłącznie w damskim składzie).

Na mocy dekretu na stanowisko komisarza cywilnego przy dowództwie obrony stolicy w dniu 8 września powołany został Stefan Starzyński, bowiem obrona wojskowa i obrona cywilna były integralną częścią warszawskiego września.

Po pewnych zmianach od 10 września obrona Warszawy przedstawiała się następująco:

– całość sił zachodniego przedmościa (odcinek „Warszawa Zachód”) znajdowała się pod dowództwem płk. dypl. Mariana Porwita. Odcinek ten podzielony był na trzy pododcinki:

– północny – dowódca ppłk dypl. Walerian Tewzadze;

– zachodni – dowódca ppłk Józef Kalandyk;

– południowy – dowódca ppłk Jakub Chmura.

Ppłk dypl. Walerian Tewzadze, Gruzin, oficer kontraktowy w Wojsku Polskim, został dowódcą pododcinka „północnego”, odcinka „Warszawa Zachód” obejmującego tereny od fortu Bema wzdłuż linii kolejowej aż po brzeg Wisły. Tworzyło go pięć rejonów oporu: Bielany, Wawrzyszew, Osiedle Łączności Babice, Fort Bema i Marymont.

Pod koniec obrony Warszawy ppłk Tewzadze dowodził siłami o równowartości wzmocnionej dywizji piechoty, a więc największym ugrupowaniem, jakie kiedykolwiek podlegało oficerowi kontaktowemu. Początkowo były to między innymi trzy bataliony: III/26 pułku piechoty (dowodzony przez mjr. Jacka Decowskiego), Stołeczny (pod dowództwem mjr. Józefa Spychalskiego) (bronił fortu Bema) oraz IV/30 pułku piechoty Strzelców Kaniowskich (kpt. Bohdana Rożnowskiego). Doszły oddziały, które przedarły się z bitwy nad Bzurą.

W czasie walk ppłk Tewzadze pięć razy zmieniał miejsce stanowiska swojego dowodzenia. Dowodził między innymi: z gmachu przy pl. Inwalidów 10, Inwalidów 3, a także z Czarnieckiego 26 ze względu między innymi na bombardowania, łączność i działalność V kolumny.

Ludność cywilna z domów pozostających na przedpolu pozycji obronnej była zmuszona przenieść się w głąb miasta. Jeszcze między 4 a 8 września pozycje na skraju zabudowy, przygotowane w znacznej mierze dzięki pomocy mieszkańców, zajęły oddziały polskie. Początkowo cały odcinek od Bielan aż po cmentarz wojskowy na Powązkach obsadzał, zmobilizowany w Cytadeli, IV batalion 30. pułku dowodzony przez kpt. Bohdana Różnowskiego. Pod koniec niemieckiego oblężenia Robotnicza Brygada Obrony Warszawy została włączona w skład odtworzonej 13. Dywizji Piechoty, pod dowództwem płk. Władysława Kalińskiego. Dywizję skierowano 26 września na pierwszą linię frontu – do obrony dzielnicy Żoliborz, a w szczególności Bielan, Burakowa i Marymontu.

Już 1 września z inicjatywy Stowarzyszenia Żoliborzan powstał Komitet Pomocy Społecznej, który przekształcił się w Okręgowy Komitet Stołecznego Komitetu Samopomocy Społecznej. Siedziba Okręgowego Komitetu SKSS mieściła się na placu Inwalidów 10. Powstał także Okręgowy Robotniczy Komitet Pomocy Społecznej z inicjatywy PPS, z siedzibą przy ul. Krasińskiego 10, który od 18 września włączył się do SKSS. Dzielnicowa Komenda Obrony Przeciwlotniczej OPL mieściła się na ul. Mickiewicza 27. Dzielnicowa Straż Obywatelska miała siedziby na ul. Krasińskiego 10, Niegolewskiego 8, Bytomskiej 4. Stefan Starzyński mianował na swojego delegata dla Warszawy-Północ (także dla Żoliborza) działacza samorządowego i socjalistycznego – Stefana Zbrożynę. W związku z tym, że wojsko nie miało przeważnie kuchni polowych, stołowało się po rodzinach mieszkańców. Ludność dzieliła się, „czem chata bogata, tem rada”, z naszymi żołnierzami.

Pierwsze walki niemieckich wojsk lądowych o Warszawę rozpoczęły się 8 września. Symbolem upamiętniającym porażkę niemieckiego zagonu pancernego 4. Dywizji Pancernej gen. mjr. Georga Hansa Reinhardta, który z marszu chciał zdobyć nasze miasto w tym dniu, jest „Barykada na Opaczewskiej” (Ochota). Warszawa, miasto otwarte, od tego momentu stała się dla Niemców „Festung Warschau” (Twierdza Warszawa). W związku z trwającą od 9 września Bitwą nad Bzurą napór Niemców na Warszawę uległ osłabieniu na okres około dwóch tygodni. Pozwoliło to dowództwu polskiemu na uporządkowanie i wzmocnienie obrony.

10 września po południu niemieckie rozpoznanie pancerne podeszło pod Żoliborz i posuwając się w pewnej odległości od skraju zabudowy, dotarło aż do Wisły pod Młocinami.

Następnego dnia w drodze powrotnej Niemcy, już w nocy, napotkali w rejonie cmentarza na Wawrzyszewie polską grupę rozpoznawczą (kompanią czołgów 7TP dowodził rtm. Stanisław Grąbczewski i piechota na samochodach), dowodzoną przez kpt. Witolda Chotkowskiego. Wywiązał się krwawy bój: Niemcy stracili trzy czołgi i trzy samochody ciężarowe, po stronie polskiej poległ jednak już w pierwszym natarciu dzielny kapitan Chotkowski.

Tak rozpoczęła się wrześniowa obrona Żoliborza. Od 1 do 6 września nieba nad Warszawą jeszcze broniła skutecznie przed nalotami myśliwska Grupa Pościgowa.

Przedsmakiem dla żoliborzan przyszłego „lanego poniedziałku” był 13 września. Bombardowana była Cytadela. Trafiony został Hotel Oficerski przy Placu Inwalidów. Duże straty poniosła ludność cywilna. Dworzec Gdański spłonął doszczętnie. Spalone zostały również baraki przy dworcu. Dworzec Gdański był wielokrotnie intensywnie bombardowany podczas oblężenia, gdyż między innymi, w dniach od 9 do 18 września, dowożono tam materiał wojenny dla Warszawy, ze składnicy w Palmirach, (dotarło aż 100 wagonów amunicji). Dowóz trwał nocami, przede wszystkim linią kolejową z Dworca Gdańskiego, ul. Burakowską, wzdłuż ul. Marymonckiej do Palmir.

14 września III batalion 26. pułku piechoty majora Jacka Decowskiego zajął na pewien czas Babice. Walki o Babice trwały aż do 27 września. Miejscowość była tracona i odzyskiwana. Niemiecka 19. dywizja piechoty tego dnia uderzyła na zdziesiątkowany batalion mjr. Decowskiego. Po ciężkiej walce resztki batalionu złożyły broń. Niemiecki dowódca nie mógł uwierzyć, że tak słaby batalion w ostatnich dniach stawiał opór całej dywizji. Skwer im. mjr. Jacka Decowskiego jest położony miedzy ulicami Archimedesa i Kartezjusza.

Ppłk Tewzadze meldował swemu dowódcy płk. Porwitowi w gorących słowach o pracy żoliborskich sanitarnych punktów (w tym przy Krasińskiego 10, który spełniał rolę głównego szpitala polowego).

17 września Sowieci dołączyli się do napaści na Polskę i przekroczyli jej granicę. W tym czasie nadal trwała bitwa, określana jako bitwa nad Bzurą (9-22 września). Rzucono hasło „Pójście za hukiem dział” na pomoc gen. Kutrzebie, dowódcy armii „Poznań”. Niestety, planowany duży atak z Warszawy nie doszedł do skutku. Sprzeciwił mu się gen. Rómmel.

18 września zamknął się niemiecki pierścień wokół stolicy. Zorganizowany wypad batalionów ppłk. Leopolda Okulickiego w kierunku Puszczy Kampinoskiej był tylko namiastką opracowanej wcześniej akcji. „Pójścia za hukiem dział”. Pomocy resztkom wojsk znad Bzury udzielił też I Batalion 30. pułku Strzelców Kaniowskich majora Bronisława Kamińskiego, uderzając z podstawy wyjściowej na Wawrzyszew, w kierunku na Młociny, a później na Placówkę. Przebicie części wojsk gen. Kutrzeby odbyło się między 19 a 21 września. Dzień później zdążyła się jeszcze przedrzeć: Grupa Operacyjna kawalerii gen. Romana Abrahama i kilka mniejszych jednostek. Łącznie w trakcie walk w Puszczy Kampinoskiej poległo ponad 20 tysięcy polskich żołnierzy.

W nocy z 19 na 20 września batalion mjr. Bronisława Kamińskiego po krótkiej walce wyparł z kluczowej pozycji, zalesionych pagórków między Młocinami a wsią Placówka, oddziały niemieckie i okopał się w terenie, przygotowany do obrony okrężnej. Zarządzone natarcie batalionu mjr. Kamińskiego na Wólkę Węglową zostało zatrzymane przeciwnatarciem dwóch kompanii czołgów niemieckich. 21 września batalion ten został ostatecznie rozbity przez czołgi niemieckie, a jego dowódca zginął. Śmierć majora mocno przeżył ppłk Tewzadze, któremu przez pewien czas batalion formalnie podlegał. To nie ppłk Tewzadze jednak zdecydował o tragicznym w skutkach przesunięciu żołnierzy z pozycji związanej z obroną okrężną, bowiem oddział chwilowo podporządkował sobie gen. Alter, dowódca 25. dywizji piechoty, bez poinformowania o tym podpułkownika.

Cofnięto się po rozbiciu I batalionu 30. pułku Strzelców Kaniowskich aż do rejonu cmentarza Włoskiego na Młocinach i Lasku Brzeziny. Dalszy atak niemiecki doprowadził do zajęcia cmentarza na Wawrzyszewie (odzyskano go jednak 26 września).

W związku z heroiczną walką żołnierzy majora Kamińskiego, rejon wsi Placówka otrzymał nazwę „Warszawskie Termopile”. Wydarzenie to zostało upamiętnione przez nadanie nazwy skwerowi „skwer im 30. Pułku Strzelców Kaniowskich”, koło stacji Metra Młociny przy ul. Zgrupowania AK Kampinos i posadowienie pomnika.

Są relacje świadków, że w miejscowej piekarni Szewczyka (przy ulicy Aspekt na wprost Szkoły Podstawowej nr 80) został zorganizowany punkt sanitarny, gdzie przebywała spora grupa rannych żołnierzy i cywilów. Kiedy nadeszli Niemcy, podpalili piekarnię i nie pozwolili nikomu wyjść z płomieni. Piekarnia spłonęła, a po rannych zostały jedynie popalone kości.

W osadzie Placówka została zniszczona duża część zabudowań. Po bitwie Niemcy dobijali rannych polskich żołnierzy, a także rozstrzelali sześcioro mieszkańców za to, że znaleziono przy nich scyzoryki lub brzytwy. Zbrodnie na cywilach upamiętnia symboliczna mogiła, w formie nadrzewnej kapliczki, znajdująca się na rogu ulic Palisadowej i Kabaretowej. W starym kościele św. Marii Magdaleny przy ul. Wólczyńskiej 64 umieszczono dwie tablice upamiętniające żołnierzy poległych: 30. Pułku Strzelców Kaniowskich i 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich.

Przybyły do stolicy gen. Kutrzeba zameldował się gen. Rómmlowi w sposób dramatyczny: „Przegrałem bitwę”. To były jego pierwsze słowa.

Plac Wilsona uzyskał wtedy miano placu śmierci ze względu na bombardowania i ostrzał artyleryjski, domy wzdłuż ul. Mickiewicza zamieniono na fortece obronne.

22 i 23 września ataki pod Wawrzyszewem w rejonie Lasku Bielańskiego powstrzymywał 61. pułk piechoty Wielkopolskiej, do którego dołączyli obrońcy stolicy z 60. pułku piechoty Wielkopolskiej i z III batalionu mjr. Jacka Decowskiego. Od 23 września nieczynne były: elektrownia., telefony i wodociągi.

24 września. Nieprzyjaciel rozpoczął bezpośrednie natarcie na 60. i 56. pułk piechoty Wielkopolskiej. Nacierał również na rejon cmentarza Włoskiego i Strzelnicy oraz Akademii Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego.

25 września. Tak zwany „lany poniedziałek” . Taką nazwę ludność stolicy, ze specyficznym poczuciem humoru, nadała wielkiemu niemieckiemu bombardowaniu. Rzeczywiście bomby leciały z nieba jak deszcz. Od 7:00 trwał pierwszy dywanowy nalot na Warszawę – nad stolicą przeleciało 400 niemieckich samolotów bombowych (w tym 240 nurkujących z przeraźliwym wyciem Junkersów). Samoloty niemieckie opuszczały się bardzo nisko. Przez 11 godzin Niemcy zrzucili na Warszawę 560 ton bomb burzących i 72 tony zapalających. Polska obrona zestrzeliła 10 niemieckich maszyn. Ostrzeliwało stolicę 900 dział i moździerzy. Celem były obiekty cywilne. Jak opisywał tego dnia sytuację w mieście płk Tomaszewski (Szef Sztabu Obrony Warszawy): „Bombardowanie (…) wywarło potężne wrażenie moralne, wyrządziło wielkie szkody materialne. Byliśmy zmiażdżeni. Amunicja dla dział przeciwlotniczych i dla artylerii ciężkiej – w minimalnych ilościach.. Szpitale popalone i pobombardowane. 43 tysiące rannych leżało w najprymitywniejszych warunkach po kinach, kawiarniach i piwnicach (…). Tysiące trupów porozrzucanych po całym mieście, ledwie zasypanych ziemią (…). Jedynie wojsko stojące na pozycjach, znajduje się w warunkach ciężkich, ale na tyle znośnych, że można jeszcze walczyć…”.

26 września miał miejsce pierwszy szturm generalny w Warszawie. Na pododcinku „Północnym” nieprzyjaciel silnie nacierał na Zdobycz Robotniczą i Strzelnicę. Natarcie nieprzyjaciela wzdłuż szosy Młociny zatrzymano.

Została przerwana łączność z 60. i 61. pułkiem piechoty. Nieprzyjaciel podpalił drugą barykadę na północny zachód od napisu „Marymont”.

Obradowało Dowództwo Obrony Warszawy. 26 września Rada Wojenna (z udziałem m.in. prezydenta Starzyńskiego), podjęła decyzję o poddaniu miasta na zasadzie bezwarunkowej kapitulacji ze względu przede wszystkim na bardzo trudną sytuację ludności cywilnej. 27 września – odparcie drugiego szturmu generalnego. Razem na pododcinku północnym działało około 6 polskich batalionów w sile kilku tysięcy ludzi. Meldunek sytuacyjny ppłk. Tewzadze z godziny 7:40 do dowództwa: „W ciągu nocy na całym odcinku silny ogień artylerii nieprzyjaciela. O godz. 23:40 (26 września) po huraganowym ogniu nieprzyjaciela na moje miejsce pobytu, który trwał około pół godziny, łączność telefoniczna ze wszystkimi moimi dowódcami została zerwana i do obecnej chwili mimo bezprzykładnej pracy patroli nie mogę jej uzyskać (…). Na odcinku 60. pułku piechoty o godz. 6:00 było bez zmian, dowódca pułku donosi, że poniósł 25% strat. Dowódca 61. pułku piechoty melduje, że na jego prawe skrzydło natarcie, jego czołowa kompania cofa się na klasztor. Niemcy zajęli klasztor oo. Marianów na Bielanach (…). Dowódca pułku puścił kompanię do przeciwuderzenia i równocześnie melduje, że nie może przewidzieć wyniku, że należy być na wszystko przygotowanym (…).” Kolejny meldunek sytuacyjny sporządzony przez ppłk Tewzadze: „(…) Zawiadomiłem o położeniu dowódcę 59. pułku piechoty, z którym omówiłem ewentualne natarcie na korzyść kpt. Rożnowskiego wzdłuż ul. Stołecznej przez plac Grunwaldzki (plan 1:20000) lub ul. Burakowskiego (Burakowską – przyp. red.) (...). Nie wiemv co robi tu oddział ochotników. (…) Oddział ponosi duże straty (...). Liczę tylko na naszą linię obrony, o ile kpt. Rożnowski mnie nie zawiedzie (…)”. Podpułkownik Walerian Tewzadze za okazane męstwo odznaczony został krzyżem Virtuti Militari.

W samo południe 27 września umilkł huk dział. Rozpoczęło się zawieszenie broni. 28 września o godz. 13:15, w fabryce Skody na Rakowcu, gen. Tadeusz Kutrzeba złożył podpis pod aktem kapitulacyjnym obrony Warszawy.

Straty wojska i ludności cywilnej wyniosły ok. 12 tys. zabitych i 70 tys. rannych. Substancja mieszkalna stolicy została zniszczona w co najmniej w 12 procentach. W sumie zniszczonych zostało około 28 mieszkań WSM na Żoliborzu. Najbardziej ucierpiały kolonia I i II. Prowizoryczne cmentarze powstały na skwerach i w parku Żeromskiego.

W powszechnym przekonaniu Polacy – zarówno żołnierze, jak i cywile – zachowywali się w 1939 roku po bohatersku, prezentując odwagę i hart ducha.

Władysław Głowala

Artykuł ukazał się w numerze 4/2019 „Życia WSM”